Gdy usłyszeliśmy o Marszu Śledzia, dorocznym przejściu przez Zatokę Pucką, które zaczyna się w Kuźnicy, a w Kosakowie się kończy, którego ideą jest promocja aktywnego stylu życia i zachowań proekologicznych stwierdziliśmy, że dołączymy do 100 śmiałków, którzy pod
przewodnictwem burmistrza Jastarni Tyberiusza Narkowicza ruszyli w kilkugodzinny marsz połączony z próbą pływacką. Pomyśleliśmy, że będzie to idealne miejsce to przeprowadzenia testu aparatu Fujifilm XP10, który ze względu na swoją wodoszczelność, pyłoodporność, odporność na wstrząsy i upadek wydawał się idealnym kandydatem do przeprowadzenia takiego testu. Dojechaliśmy więc do Kuźnicy Fujibusem, zarejestrowaliśmy się na starcie i do wody.
Już od początku idealnym rozwiązaniem okazał się neoprenowy pasek na nadgarstek, dzięki, któremu można było pływać z aparatem bez obawy, że wyleci nam z ręki. Po drodze zrobiliśmy dużo zdjęć i filmów, a na środku zatoki czekała na nas niespodzianka czyli skosztowanie lokalnego przysmaku solonego śledzia, który nazywany jest też Kaszebian Sushi.
Kilkudziesięciominutowy postój wykorzystaliśmy na sesję zdjęciową i zapoznanie się z innymi uczestnikami, którzy specjalnie przyjechali z całej Polski aby wziąć udział w Marszu Śledzia. Po przerwie czekało nas dwukilometrowe holowanie za łodzią rybacką, gdyż zatoka jest w tym miejscy tak głęboka, że nie można iść, a prąd tak silny, że płynie się bardzo ciężko. Był to jedyny moment, w którym nie robiłem zdjęć, gdyż obiema rękoma trzymałem się liny. Na brzegu czekała nas kolejna niespodzianka: miłe panie z kwiatami, żurkiem na stole oraz certyfikaty uczestnictwa. Zabrałem dodatkowe akumulatorki, ale nie włożyłem ich do wodoszczelnego pokrowca i słona woda spowodowała ich rozładowanie. Tak więc rada na przyszłość – oprócz dobrego aparatu pomyśl o źródle zasilania, a my ładujemy akumulatory przed kolejnym Marszem Śledzia.